Jaka będzie przyszłość motoryzacji? – część 2

W ostatnim wpisie dywagowaliśmy na temat przyszłości rynku motoryzacyjnego po ogłoszeniu chęci odejścia przez Unię Europejską od samochodów o napędzie spalinowym. Zastanawiając się nad alternatywą, na mocnego gracza wychodzą samochody z napędem elektrycznym, dlatego przyjrzymy się im teraz bliżej, starając się poznać ich mocne oraz słabe strony. 

Nic nie budzi chyba większych emocji w ostatnim czasie niż auta z silnikiem elektrycznym. Czy słusznie? I tak i nie. Z zewnątrz wygląda to dość dobrze, zerowa emisyjność takich samochodów znacząco powinna poprawić jakość powietrza w naszych miastach. Oczywiście, w tej chwili główne źródło energii w krajach takich jak Polska pochodzi z paliw kopalnych, niemniej jednak w założeniu i ten problem powinien zostać szybko wyeliminowany. Skąd więc te kontrowersje? Cóż, po prawdzie zły pijar w głównej mierze elektryki zawdzięczają pierwszym modelom, które były dostępne na rynku. Stosunkowo krótki zasięg plus bardzo długi czas ładowania, a do tego wysoka cena w stosunku do sprawdzonych silników spalinowych powodowała, że zainteresowanie było znikome. 

 

Od zawsze to rywalizacja napędzała postęp, nie inaczej się rzecz ma w przypadku rozwoju technologicznego. Właśnie to możemy obserwować teraz na rynku motoryzacyjnym, gdzie producenci muszą walczyć o zminimalizowanie minusów w celu zachęcenia klientów do zakupu właśnie ich modelu. I tak jak problem zasięgów udało się zniwelować do akceptowalnych zasięgów 500-600 km na jednym ładowaniu, tak dalej występuje on chociażby w trwałości ogniwa. Tutaj również rozwój technologiczny musi poczynić postęp. W jednym z modeli elektrycznych koszt wymiany baterii wynosi ponad 200 000 zł, co stanowi ponad połowę wartości nowego modelu, a producent daje gwarancję na akumulator na 5 lat/150 000 km. Przy takich kosztach, zakup 6-7 letniego używanego samochodu podważa opłacalność całej transakcji, jak również ekologię owego samochodu. Wydłużenie możliwości baterii oraz drastyczne obniżenie ceny jej wymiany, to dwa elementy kluczowe dla rozwoju technologii. Co prawda to już się zmienia, jedna z firm premium, daje na swoje baterię 10 lat/1 000 000 km gwarancji. Szczególnie drugi czynnik stanowi dobry prognostyk. 

 

Sporo osób zarzuca samochodom elektrycznym brak ekologii przez kosztowną wciąż technologię recyklingu baterii. Firmy pracują już nad drugim życiem owych akumulatorów, wykorzystując je w swoistych magazynach energii. Za zużytą baterię w samochodzie uważa się taką, która posiada jeszcze 70%-80% pierwotnej pojemności, co pozwala na możliwość dalszej eksploatacji jej w owych magazynach. Pierwsze próby wypadają korzystnie, zobaczymy jak sytuacja będzie się dalej rozwijała. Na pewno dawanie im drugiego życia wpłynie korzystnie na poruszane kwestie. 

 

Kolejnym poważnym zarzutem wydaje się być ten o długim czasie ładowania. W chwili obecnej najmocniejsze ładowarki potrafią naładować od 0 do 100% w czasie poniżej godziny. Przy wcześniejszych kilku godzinach jest to znaczący postęp. Jednakże w porównaniu do czasu, który poświęcamy na tankowanie, jest to wynik wciąż niewspółmiernie długi. Problemem nie koniecznie musi być czas, który będziemy tracili podczas ładowania, choć i to stanowi w niektórych sytuacjach nie mały problem, ale również potencjalne korki samochodów oczekujących. Przy optymalizacji czasu ładowania nie należy zapominać, że często szybkie ładowanie wpływa niekorzystnie na żywotność baterii. Wydaje się, że w tej chwili jest to jeden z kluczowych elementów, który może przechylić szalę z porażki w sukces samochodów elektrycznych. 

 

A może zamiast ładować należy wymieniać akumulatory? Chiński producent samochodów elektrycznych opracowuje stację wymieniającą rozładowane akumulatory na te naładowane w pełni. Wydaje się być to bardzo sensownym rozwiązaniem, gdyż czas takiej, w pełni autonomicznej wymiany trwa to raptem kilka minut. Czy takie rozwiązanie ma rację bytu? Oraz czy owa stacja będzie w stanie na bieżąco ładować pozostawione w niej baterie? To ciągle otwarte pytania, niemniej jednak to krok przybliżający nas do skrócenia czasu ładowania, i osiągnięcia czasu zbliżonego do standardowego tankowania. 

 

Oczywiście, to wciąż wiele projektów, które powstają. Pewnie jeszcze więcej rozwiązań będzie powstawało. Po decyzji UE czasu wbrew pozorom mamy bardzo niewiele, na dopracowanie technologii oraz rozwinięcie sieci ładowania czy też wymiany baterii. Z jednej strony mamy dbałość o naszą planetę, z drugiej proces, którego wdrożenie nie zostało zainicjowane organicznie a wymuszone przez decyzję urzędników. Czy starczy nam czasu, i jak szeroki mamy margines błędu, gdyż takie wydają się być nieuniknione przy działaniu pod presją? Czas pokaże. 

 

A może nie jesteśmy skazani na silniki elektryczne? O tym opowiemy następnym razem…


Polub nas!

Informacje o nowych pojazdach, planowanych zakupach i wiele innych!

Zaobserwuj nas!

Fajne okazje, prezentacje i wiele innych!